A priori(!), wbrew temu co się mówi racją jest, że o jakości życia nie stanowi to co w nim mamy ale to, jacy w nim jesteśmy.
Sentencja o jakości czy nazywając to inaczej mądrość, brzmi ładnie. Pachnie nawet w tym zdaniu mocno refleksyjnym utopizmem. Utopizmem bowiem daleko tej myśli do stania się faktycznym stylem bycia większości ludzi. Nie jest przecież rzeczą łatwą skupiać się na wartości własnego wnętrza, gdy brakuje na ulubiony dżem wiśniowy i kwiatek dla kobiety. Racją jednak – w obliczu całej problematyki związanej z pieniędzmi – jest również aksjomat: gdyby o jakości życia stanowiło wnętrze, a nie materializm w który wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zdążyliśmy już popaść, życie malowało by się innym kolorem niż dotychczas (a nawet jeśli byłby to ten sam kolor to z całą pewnością był by to odcień znacznie jaśniejszy). Myśl dotykająca jakości życia nie jest pewnikiem, przecież jej nie praktykujemy (kto przedkłada wartość wnętrza na to co ma, lub to będzie miał? – nieliczni!). Jest bardziej alternatywą… Wyjściem daleko bardziej wskazanym niż flirt z tym czego może nigdy się nie posiadać, pieniędzy. Należy się starać o posiadanie czegoś więcej niż standard, tego chciałby każdy! Nie jest rzeczą złą planować i chcieć posiadać. Posiadanie nie jest jednak rzeczą, którą należy przedkładać nad człowieczeństwo i wartość wnętrza wyrażaną w byciu dobrym człowiekiem. Posiadanie nie jest pryncypium dobrego bytu, nie jest warunkiem sukcesu! – jest bardziej cienką granicą, która przy nadmiernym staraniu się o więcej odkształca się w złe emocje i absurdalne zatracenie. Paradoksalnie wyżej pisane słowo wszystkim nam jest tezą oczywistą i mało odkrywczą. Nikt przecież nie chce zatracenia, złych emocji, patologicznego wpływu materializmu na wnętrze. Mimo to większość z nas się na to zgadza, temu się poddaje. Czy zatem jest rzeczą najistotniejszą posiadanie i świadomość pozyskiwania?
Rzecz siedemnastoletnia tchnie banałem i prostotą. Ale o tym właśnie zapominamy! – o podstawach i prostocie, która w istnieniu jest chyba najważniejsza. Nie o sentymentalizm chodzi. Bardziej o delektowanie się tym co jest i tym, co w każdej chwili może ulecieć, zniknąć, najzwyczajniej w świecie przeminąć. Czym było by bogactwo i dobrobyt w obliczu stracenia nie poznanego w tym artykule pryncypium? Niczym, bo tylko miłość zawierająca się we wnętrzu każdego z nas jest absolutem. Dopiero ten absolut rozpoczyna posiadanie i bogactwo, wszystko po za nim jest relatywne i śmiertelne. Posiadanie zatem zacznijmy od pryncypium (od absolutu), reszta przy uznaniu podstaw za priorytet przyjdzie znacznie łatwiej niż teraz gdy barwa jest zbyt ciemna.
Jakub