Ja - kobieta jestem roztrzepana i wiecznie o czymś zapominam: gdzie położyłam klucze od domu, w której torebce zostawiłam dowód, na którą godzinę i gdzie byłam umówiona… Nawet podarowany przez Źyczliwego kalendarz niczego nie ułatwia, bo nigdy nie ma go tam, gdzie wedle ustawy być powinien. Cudownym wynalazkiem zdaje się być telefon komórkowy, który przy pomocy wydobywanego z siebie dźwięku pozwala się stosunkowo łatwo namierzyć. Niestety nic mi z tego, gdyż zapominam rano ponownie włączyć dźwięk?
Ja - kobieta jestem przewrotna i za dużo myślę. Moje "tak" zazwyczaj oznacza "nie", ale w szczególnych okolicznościach przyrody może znaczyć "tak". Dzieje się tak, gdy ktoś chce, żebym myślała "nie", więc ja dla przekory myślę "tak". Albo ktoś mówi "tak", bo wie, że pomyślę "nie", więc pomyślę "tak"…
Ja - kobieta zawsze mam ostatnie słowo, choćby inni sądzili inaczej. Nie ma takiego, który odebrał mi to prawo. No chyba, że nie lubi spać, jeść ani zażywać innych przyjemności życia.
Ja - kobieta jestem podejrzliwa. Wszędzie wietrzę podstęp i pułapki. Jeśli ktoś mnie prosi o wrzucenie listu do skrzynki, to z miejsca podejrzewam jakiś fortel albo dostrzegam drugie dno. Nawet mi przez myśl nie przejdzie, że ktoś po prostu chce, abym ten list wrzuciła do skrzynki.
Ja - kobieta cierpię na permanentny brak pieniędzy. Wszystkie zasoby finansowe rozpływają się na: pudry, szminki, błyszczyki, kredki do oczu, cienie do powiek, tusze do rzęs, kremy do rąk i ciała, balsamy, maseczki, buty, ubrania, torebki, biżuterię, fryzjera, masażystę, kosmetyczkę, solarium. A skąd brać fundusze na jakieś drobne przyjemności?!
Ja - kobieta trochę skomplikowana, ciut roztrzepana. We wszystkim doszukuję się ukrytego sensu, bo dosłowne znaczenie wyrazów brzmi zbyt prosto. Nie panuję nad własnymi sprawami, ale chętnie pomagam innym w ich problemach, chociaż nie mam pojęcia, na czym polegają.
Tylko ciągle nie wiem, jak wyjść z siebie, stanąć obok i popukać się w czoło.
violino