No tak! Znowu jakoś dziwnie się skończyły. Nawet brakuje tych żółciutkich, których teraz blask przypomina złoto, bo jest na wagę złota...
Najpierw kino, pizza i całe mnóstwo bardzo potrzebnych rzeczy... A później większe potrzeby i coraz mniej pieniędzy. A trzeba zapłacić za mieszkanie i w ogóle coś zjeść, choćby tylko zupkę chińską. Dobrze, że można liczyć na przyjaciół. Gorzej, gdy oni myślą tak samo. A może by tak pojechać do mamusi i od drzwi rzucić się na szyję... faszerowanego, pysznego kurczaczka? Niestety, człowiek nie ma skrzydeł, a podróżowanie kosztuje. Ach, ciężki los studenta!
Tutaj zaczyna się snucie pajęczej sieci na rodzeństwo, które wisi jakieś grosze – z procentem za brak pamięci będzie to już całkiem niezła sumka. Na myśl przychodzą też nieco bardziej drastyczne rozwiązania. Dieta i zrzucenie kilku kilogramów na wiosnę wydaje się połączeniem przyjemnego z pożytecznym. Inne sposoby na przetrzymanie głodu finansowego to opieka nad dzieckiem, udzielanie korepetycji, czasem też można wzbogacić się na lenistwie znajomych i napisać piękne opowiadanko za kogoś na lektorat. Im krótszy termin i mniejsza wiedza (oczywiście kolegi) tym bardziej będzie wdzięczny...
Weekend można poświęcić na bieganie z ankietami – w chwilach debetowych to istne koło fortuny. Za jedną ankietę dostaje się do ręki 15 zł. A kiedy już nic, ale to nic się nie trafia, przychodzi kolejne rozwiązanie – przy roznoszeniu ulotek przez jeden dzień można zgarnąć 60 zł. Należy tylko odliczyć straty w postaci odcisków palców i stanie w zepsutej windzie. A ulotki bierze się tylko najmniejsze, bo są lżejsze i nie trzeba po nie łazić do biura, przez co oszczędza się na czasie i przede wszystkim na siłach.
Zawsze jest wyjście z sytuacji, nawet kilka. Jednak najlepszym jest oszczędzanie, kiedy to jeszcze możliwe. Sytuacja patowa nie będzie trwała wiecznie!
Katarzyna Szcześniak