Przystojny, modnie ubrany, pewny siebie. Odkąd pamiętam Robert był człowiekiem sukcesu.
Słowo "problem" dla niego nie istniało. Wyznaczając sobie cele osiągał je i nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Do tego dochodziła popularność, którą wykorzystywał na każdym kroku, aby realizować swoje zamiary. Na kolokwia i egzaminy mógł przyjść nieprzygotowany, bo koledzy zawsze gotowi byli mu pomóc, w zamian, za pozyskanie choć cienia sympatii z jego strony. Dla Roberta jawili się jako garstka poczciwych naiwniaków, umożliwiających zrobienie kolejnego kroku do przodu. Ktoś, kto nie mógł być środkiem do konkretnego celu, nie przedstawiał według Roberta żadnej wartości. Każda dziewczyna stawała się kolejną fascynacją, która, prędzej czy później, przemijała. Łamiąc serce nie przejmował się tym. Mówił: "Takie jest życie" i śmiał się z jej naiwności. Szczerość i bezinteresowność uczuć dla Roberta nie istniały.
Po skończeniu studiów znalazł dobrze płatną pracę. Ożenił się, wynajął mieszkanie, w pracy zaczął odnosić pierwsze sukcesy. Na brak popularności także nie mógł narzekać. Źycie z każdym dniem zdawało się potwierdzać sukces Roberta.
W listopadzie odeszła od niego żona. Na pytanie "dlaczego?" usłyszał znajome: "Takie jest życie". Te słowa Robertowi nie spodobały się już tak bardzo jak wtedy, gdy sam je wypowiadał. Nie były w stanie jednak zburzyć tego wszystkiego, nad czym całe życie pracował. Tak mu się przynajmniej na początku wydawało.
Stopniowo wspinał się po szczeblach kariery, ale przestało mu to sprawiać taką satysfakcję jak kiedyś. W końcu praca stała się rutyną - musiał ją wykonywać, żeby się utrzymać. Wtedy do Roberta dotarło, co zrobił ze swoim życiem. Cel, do którego bezwzględnie dążył, kosztem uczuć i przyjaciół, był sam w sobie pusty. Jego życie okazało się atrapą, tandetą wyglądającą dobrze tylko z zewnątrz. Stał się kimś w rodzaju pajaca, który rozśmieszając swoją głupotą i banałem nie potrafi już wrócić do życia bez kiczu.
Pan Misiak
delanow@wp.pl