No i stało się. Wylądowaliście tam, gdzie chcieliście lub tam, gdzie złośliwy, bądź łaskawy los (dla każdego wedle zasług) was wyrzucił. Tak, czy siak trafiliście na przystań o nazwie uczelnia wyższa.
Jak by się dobrze nad tym zastanowić, to z pewnością każdy z tych członów: przystań, uczelnia i najbardziej kontrowersyjny - wyższa - można by rozwinąć. Nie o to jednak chodzi w tym tekście, więc zostawmy przystanie i uczelnie wyższe w spokoju.
Pierwszy rok studiów to okres dużego stresu. Najpierw pojawia się coś, co charakteryzuje pierwszoroczniaka każdej maści - totalna dezorientacja. Nikt nic nie wie. Tylko początkujący nie zdają sobie sprawy z tego, że brak wiedzy na tematy najbardziej nawet emelentarne, to cecha charakterystyczna wszystkich ludzi, jakich spotkacie na uczelni i nie chodzi tutaj o zagadnienia merytoryczne, bo zdarzają się indywidua, które (czasami) podczas zajęć wiedzą o czym mówią (rozróżnienie kto wie o czym mówi, a kto tylko myśli, że wie, to już wyższa szkoła jazdy). Wszelkie formalności i sprawy dla studenta najwyższej wagi - jego prawa, przywileje - są tajemnicą strzeżoną tak ściśle, że nikt nawet nie słyszał o ich istnieniu. Dużo łatwiej dowiedzieć się o rozlicznych obowiązkach.
W dodatku, by ogół studentów nie wiedział zbyt wiele, od czasu do czasu zmieniają się ustalenia dotyczące studentów i ich wegetacji (choćby progi finansowe stypendium socjalnego, czy wymogi uzyskania stypendium naukowego) - wszystko to oczywiście w pełnej konspiracji. I wszystko za przyczyną jakichś bliżej nieokreślonych sił, czyli rady wydziału. Jest to najczęstsze pojęcie, jakimi się operuje, by ostrze krytyki i przewidywane sprzeciwy kierować w nieokreśloną bliżej przestrzeń. Możecie być pewni, że jasne odpowiedzi na jakikolwiek temat nie zostaną udzielone bez zażartej walki i niestety nie ma reguły, gdzie takich odpowiedzi szukać. Dziekanaty, które obrosły już w legendy, niekoniecznie są skarbnicą wiedzy, gdyż panie z dziekanatu często mówią cokolwiek, byle by tylko spławić nadmiernie dociekliwych (o ile nie posługują się akurat najbardziej popularnym na studiach stwierdzeniem: Pojęcia nie mam. Proszę przyjść później). Jeśli najdzie was ochota, bądź konieczność załatwienia czegokolwiek, szybko przekonacie się, że dezorganizacja to pojęcie bez dna, bo zawsze może być gorzej.
Mimo wszystko głowa do góry! Zdarzają się tacy, co studia kończą przyprószeni siwizną, ale należą do wyjątków. Inni jakoś dają sobie radę. Najlepsza rada - do wszystkiego podchodzić z uśmiechem, a w sprawach ważnych kierować się przede wszystkim intuicją, bo przejść przez labirynt gabinetów, w celu uzyskania jednego podpisu, to umiejętność, której nie znajdziecie w podręczniku. Warto wiedzieć, że największa cnota studencka to cierpliwość, a spokój i opanowanie pozwalają nieraz wyjść z sytuacji zdawałoby się beznadziejnych. A żywot studencki jest wyjątkowym okresem. Bywa stresująco, bywa wesoło, bywa też smutno. Przeważnie jednak to, czy jest wesoło, czy smutno i to, czy to czas ciągłej walki o przetrwanie, niekończącej się imprezy, czy okres pogłębiania wiedzy i rozszerzania zainteresowań, zależy od was. Bo tak to już jest - studia to wasz czas. Nie zmarnujcie tego.
Lukaslukaspress@wp.pl