Od czasu, gdy schylając się po monetę, uniknął ciosu żony, Pokrętek zaczął wierzyć w przeznaczenie.
Szukał jego przejawów na każdym kroku, a z czasem nawet zaczął z nim współpracować.
W firmie, w której pracował Pokrętek, ogłoszono konkurs na nowe stanowisko – operator niszczarki do dokumentów. Pokrętek zupełnie nie czuł się kompetentny i uważał, że jest wiele osób, które o wiele bardziej zasługują na prestiżową posadę, ale jednak nie mógł tak po prostu przestać myśleć o tej opcji. Czuł się rozdarty pomiędzy chęcią rozwoju i podjęcia ryzyka, a strachem przed zbyt dużą odpowiedzialnością. W końcu doszedł do wniosku, że jeśli nowe stanowisko pracy jest mu przeznaczone, to z całą pewnością
sobie z nim poradzi. Wystarczy tylko owe przeznaczenie odczytać. Pokrętek postanowił, że jeśli w najbliższą niedzielę brodaty turysta w czerwonym berecie zapyta go o godzinę, to zacznie się ubiegać o nową pracę.
W niedzielę rano Pokrętek postanowił powdychać trochę jodu na sopockim molo. Ktoś nieżyczliwy mógłby mu zarzucić, że próbuje pomóc przeznaczeniu i dlatego udał się w miejsce masowo uczęszczane przez turystów. Jednak Pokrętkowi naprawdę chodziło tylko o jod i to dla niego spędził na molo tych jedenaście godzin.
Inny złośliwiec mógłby stwierdzić, że Pokrętek specjalnie demonstrował na prawo i lewo fakt posiadania zegarka, tylko po to, żeby jakiś turysta zapytał go o godzinę. A jednak faktem było, że lewy rękaw swetra Pokrętka był wyraźnie dłuższy i dlatego tak często go podciągał. Zresztą turyści i tak na te manewry nie reagowali pytaniem o godzinę, tylko pukaniem się w czoło. Przy czym zdecydowana większość w czoło pukała samych siebie, a tylko dwie osoby wybrały czoło Pokrętka.
Po trzech godzinach intensywnego wdychania jodu Pokrętek doszedł do wniosku, że spotkanie turysty z brodą w czerwonym berecie, ale za to bez zegarka, jest bardzo mało prawdopodobne. Nie chciał ograniczać przeznaczeniu pola manewru swoimi idiotycznymi oczekiwaniami. Biorąc pod uwagę, że jest na molo, a nie w wojsku, przestał się upierać przy tym, że beret musi być czerwony. Po kolejnych dwóch godzinach, uznał, że temperatura otoczenia, nie pozwala oczekiwać, żeby ktoś chodził w berecie. Po następnych trzech godzinach przypomniał sobie, że ostatnio Jacyków wypowiadał się, że brody są passe, a przecież nie chciał, żeby jego przeznaczenie zależało od jakiegoś ignoranta.
Ostatnie cztery godziny wdychania jodu Pokrętek spędził cierpliwie oczekując, czy jakiś turysta zapyta go o godzinę. Przy tym lewy rękaw jego swetra zdawał się wydłużać z minuty na minutę. Zwiększał się też stosunek pukających w czoło Pokrętka do pukających się we własne. W zupełnie przypadkowych kontaktach z turystami Pokrętkowi przeszkadzał cały czas pewien jegomość. Nie miał ani
brody, ani beretu, ale miał zegarek, więc zupełnie nie interesował Pokrętka. Za to Pokrętek zdawał się interesować jegomościa. Kilkakrotnie próbował on wejść w interakcję z Pokrętkiem, przeszkadzając mu w całkowicie spontanicznych zetknięciach się z turystami. W końcu Pokrętek, zmęczony nienarzucaniem się turystom i unikaniem intruza, poddał się przeznaczeniu i pojechał do domu. Następnego dnia przeczytał w gazecie, że znany reżyser szukał na molo w Sopocie naturszczyków do swojego najnowszego
filmu Kserograf znaleziony w Messie.
Anita Niemczyk